• Wpisów:8
  • Średnio co: 86 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 21:12
  • Licznik odwiedzin:957 / 777 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
-Śpisz?
- Nie.- odpowiedziałam chlipiąc.
- Masz trzymaj.- Patrycja podała mi paczkę chusteczek, a po chwili mnie przeprosiła.
- Ty przepraszasz mnie ? - odparłam zdziwiona. - Nie masz za co.
- Mam. To moja wina, wyszłam i nie zabrałam cię na kolację, spóźniłaś się....
- Nie to nie było tak. - opowiedziałam jej jak biegłam na kolację, ale zrezygnowałam, bo nie miałam ochoty na bycie jemu posłuszną.
- Zuza musisz się nauczyć to, że będziesz się buntować i pokazywać, że się go nie boisz, nic nie da, będzie gorzej. On nie popuści i zemści się. Da ci dużo do myślenia. Będziesz miała dosyć życia.
- Ja już mam dość ! - krzyknęłam i obudziłam wszystkie dziewczyny z pokoju.
- Dajcie spać. - warknęła Ada.
- Byłyście tam!- odparowałam z gniewem w głosie.- Byłyście wy i wszyscy inni, nikt nie zareagował. Patrzyliście. Jak możecie się dać tak traktować ? Lubicie być poniżani ? Martyna a ty ? Jesteś już tutaj tak długo i co masz jakieś perspektywy na wyjście ? Nie będę jego marionetką!
- Mnie w to nie mieszaj
- Mnie też!
- I mnie. - powiedziały niemal chórem wszystkie dziewczyny.
Patrycja patrzyła na mnie z litością.
- Nie wierzę, że on was tak zniewolił. Jesteście jak jego zabawki może z wami zrobić co chce.
- Wiesz co robił mi ? - krzyczała Martyna. - Dotykał mnie, macał wbrew mojej woli, a później mnie zgwałcił. Ot tak dla zabawy, dla jego widzi mi się. Myślisz, że mam ochotę mu się dalej sprzeciwiać ?
- Ja... - nie wiedziałam jak zareagować.
- Ty nie masz pojęcia czym jest życie tutaj , co znaczy budzić się rano z przerażeniem i nieświadomością tego, co cię czeka. Życie nie jest sprawiedliwe, a już na pewno nie tutaj. Dlatego uszanuj naszą decyzję i odpuść, nie ściągaj na nas problemów. Chcesz to walcz na własną rękę proszę bardzo.
Znowu łzy napłynęły mi do oczu. Chciałam stąd wyjść. Nagle pomyślałam, że mandarynka, którą miałam zjeść była najlżejszą z kar, które mogłam otrzymać. I uderzenia pasem też były znośne. Martyna miała rację miałam szczęście...
 

 
Usłyszałam dzwonek, byłam sama w pokoju i nie wiedziałam co on może oznaczać. Zerknęłam na zegar, na którym wskazówki pokazywały 18.00.
- Kolacja. - krzyknęłam sama do siebie i biegiem rzuciłam się do drzwi. Chwila od kiedy ja taka jestem ? Przecież nie dam sobą kierować jakiemuś palantowi. O nie, nie będzie tak łatwo. Co on sobie wyobraża. przestałam biec, gdy mijali mnie inni. Uważałam, że to śmieszne zachowanie. Zrobił sobie z nich zabawki, roboty. Spokojnym krokiem doszłam do jadalni, drzwi były zamknięte. Jakiś osiłek spojrzał na mnie.
- Wejścia nie ma. - warknął.
- Chcę wejść na kolację. Proszę mnie wpuścić. - facet zaczął się śmiać. Usłyszałam kroki za sobą i w jednej chwili odwróciłam się za siebie. To był on.
- Jakiś problem ? - rzucił do osiłka pilnującego wejścia.
- Nie, tylko ta mała chce wejść na kolację. - dalej był rozbawiony. - Nawet poprosiła.
- Prosiłaś ? Hmm. Może poproś mnie ? Zobaczymy co da się zrobić. - patrzył na mnie wyczekująco i czekał na odpowiedź.
- Mam ciebie prosić? - prychnęłam.
- Czemu nie ? Nie zrobisz tego ? Chcę byś mnie prosiła.
- NIE !- krzyknęłam. Nie wiem skąd nabrałam tyle odwagi, ale byłam z siebie dumna.
- Czy koleżanki nie były na tyle miłe, aby Ci wyjaśnić, jak powinnaś się zachowywać ?
- Wyjaśniły, ale nie podoba mi się to i nie mam zamiaru być kolejną z twoich marionetek. Chcę wrócić do domu i masz mnie wypuścić.
- Hahaha. Ty mi chcesz rozkazywać ? - zaśmiał mi się w twarz. - Otwórz te drzwi. - zaczął wrzeszczeć na osiłka. - Dziewczyna chce jeść, to będzie jadła.
Drzwi się otworzyły i nagle wszystkie spojrzenia były skierowane na mnie i na Pana. Dostrzegłam Patrycję w rogu sali, przy stoliku 14. Przecząco kręciła głową i widziałam strach w jej oczach. Pan zrzucił wszystko co znajdowało sie na stoliku pierwszym i kazał mi wejśc na stół. Odmówiłam. Wyjął z kieszeni pas i dostałam po udach z całej siły. Weszłam na stół.
- Uklęknij teraz!
Klęknęłam. Zaczęłam się bać. Zawołał jednego z swoich sługusów, powiedział mu coś na ucho, ten szybko odszedł i wrócił z koszem na śmieci.
- Jedz. - dostałam rozkaz. - Gdzieś w tym koszu znajduje się mandarynka, masz ją znaleźć i zjeść. Pamiętaj tylko mandarynkę! - na jego twarzy przemknął uśmiech.
Zaczęłam szukać mandarynki wśród tony chusteczek higienicznych, butelek po napojach, obierkach z ziemniaków. Znalazłam. Była obklejona włosami. kurzem, piachem, a z drugiej strony była przyklejona guma do żucia. Na moje nieszczęście była już obrana, nie miała skórki. Popatrzyłam na Pana błagalnym wzrokiem.
- Twoja kolacja, smacznego !
- Nie zjem tego, nie dam rady. - odpowiedziałam. Widziałam jak jego ręka unosi się wraz z pasem w jego dłoni ku górze, wiedziałam, że znowu mi się oberwie. Odkleiłam gumę, wyczyściłam owoc jak najbardziej tylko się dało i włożyłam owoc do ust. Połknęłam.
- Dobra dziewczynka. Smakowało ? Możesz iść do pokoju.
Zeszłam ze stołu, a łzy spływały mi po policzkach. Nagle przypomniałam sobie jak szukałam w koszu mandarynki i jak ona wyglądała. Zrobiło mi się słabo, zakręciło w głowie i...Sięgnęłam szybko po kosz, który dalej stał na stole. Zwymiotowałam.
- Wynieś śmieci !- powiedział jak zawsze swoim władczym tonem do mnie Pan, a na twarzy miał nieukrywany wyraz zadowolenia.
Wyniosłam śmieci i położyłam się spać tyle, że nie mogłam zasnąć i całą noc szlochałam.
 

 
- Jest ich 10 i bez względu na wszystko musisz ich przestrzegać. Każdorazowe złamanie którejś z nich skutkuje karą.
- Patrycja poczekaj cały czas mówicie o tych karach, boje się.
- I o to chodzi.- kontynuowała Patrycja. - Masz się bać, to sprawi, że będziesz posłuszna i oddana Panu. Spełnisz wszystko czego on zapragnie i zrobisz mu tym przyjemność. Jeśli nie ukaże cię, co sprawi, że następnym razem dobrze się zastanowisz zanim się zbuntujesz.
- Jakie kary masz na myśli ? Jak może mnie ukarać ?
- Nie wiem dokładnie jak. To zależy od tego na co będzie mieć ochotę. Wszystko zależy od jego wyobraźni. Ciebie uderzył na przykład pasem.
- Tak i to dosyć mocno.
- Nie oszczędza ludzi to jest fakt.
- Po co nas tutaj trzyma? - spytałam.
- Dla zabawy ? Przyjemności ? Nie wiem taki już jest. Lubi mieć kontrolę nad ludźmi, chyba daje mu to pewnego rodzaju spełnienie, że ludzie się go boją i może im rozkazywać. - odpowiedziała.
- Ciebie już ukarał ? - zapytałam, byłam strasznie ciekawa.
- Tak, na początku, gdy byłam nowa i jeszcze nie wiedziałam co mam dokładnie robić. Teraz trzymam sie ściśle określonych reguł i staram się nie wychylać.
- W jaki sposób, co Ci zrobił Patrycja ?
- Hmm...
- Jeśli nie chcesz, nie mów. - dodałam, widziałam, że się waha.
- Nie po prostu wolałabym zapomnieć. Kilka razy spóźniłam się na śniadanie i nie mogłam schodzić do jadalni na jedzenie przez trzy dni, a dodatkowo musiałam sprzątać po innych. Zawsze ktoś mnie pilnował, abym nawet resztek nie dała do ust. Innym razem przypalił mi plecy papierosem, kazał stać w koszulce nocnej na mrozie i śniegu bez butów..
- To straszne. - przeraziłam się.
- Nie wiem jakie kary potrafi jeszcze wymyślać, ale wolę się tego nie dowiedzieć osobiście. Czasem słychać straszne krzyki, wtedy wszyscy są przerażeni.
- Dlaczego nikt nie zrobi z tym porządku, tak nie można. Te osoby, które wyszły mogłyby.
- Nie Zuza. Każdy to sobie wmawia. Ale prawda jest taka, że mija wiele lat zanim stąd wyjdziesz. A wtedy jesteś na tyle oddana mu, że zrobisz wszystko, żeby opuścić te mury i nie masz odwagi o tym mówić na zewnątrz.
- Och. - westchnęłam.
- Powiem Ci o żelaznych zasadach, których masz się trzymać.
1. Jesteś zawsze posłuszna i oddana Panu.
2. Wykonujesz wszystkie polecenia bez zbędnych dyskusji i narzekań.
3. Pierwszy dzwonek o 7.30 oznacza porę na śniadanie. Po 5 minutach od usłyszenia dźwięku drzwi do jadalni zostają zamknięte.
4. Dzwonek o 13.00 i 18.00 oznacza kolejne posiłki, zasada pięciu minut obowiązuje nadal.
5. Nie można wynosić żadnego jedzenia z jadalni.
6. Dzwonki pomiędzy wymienionymi wyżej godzinami oznaczają zebrania w auli głównej.
7. Za złamanie jakieś zasady grozi kara, której trzeba się poddać.
8. Nie wolno próbować wychodzić z lochu, uciekać, wzywać pomocy i niszczyć rzeczy, które się w lochu znajdują.
9. Za odpowiednie zachowanie można spodziewać się nagrody.
10. Pan nie może wchodzić do pokoi zajmowanych przez uległych.
- O kur...ten facet jest nienormalny, jak możecie dać się mu tak traktować? Nas jest więcej, a on jest jeden.
- Bunt to nie jest dobre wyjście z tej sytuacji. - odpowiedziała Patrycja i wyszła.
 

 
Wpadłyśmy biegiem do jadalni, gdy nagle zamknęły się za nami drzwi.
- No to zdążyłyśmy w ostatniej chwili, mamy szczęście Zuza. - uśmiechnęła się Patrycja.
- Nie wiem jak możesz sie cieszyć. - wzruszyłam ramionami.
- Ty też zaczniesz się jeszcze cieszyć z takich rzeczy. Posłuchaj. Słyszysz? - wskazała na drzwi.- Ktoś puka do drzwi, a więc się spóźnił. Czeka tę osobę teraz kara, a dodatkowo nie dostanie kolacji, jeżeli los się uśmiechnie do tej osoby, to śniadanie będzie już mogła zjeść. Chodź zajmiemy miejsce. Każdy stolik odpowiada danemu pokojowi. Nasz jest tam.- wskazała palcem na koniec jadalni, ruszyła przed siebie, ciągnąc mnie za sobą.
- Jesteście !- ucieszyła się Ada. - Myślałam już, że to wy zostałyście za drzwiami.
Na szczęście przy naszym stoliku siedziało 6 osób, podczas obiadu poznałam resztę dziewczyn. Także nasz pokój zajmowały: Patrycja, Martyna, Adrianna, Magda, Paulina i ja. Dziewczyny były bardzo miłe i starały się odpowiedzieć na wszystkie pytania, które im stawiałam. Nie mogłam uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę. Nie spodziewałam się, że gdzieś na świecie istnieje loch, w którym uwięzieni są ludzie pod władzą jakiegoś tyrana. Obserwowałam salę i dostrzegłam, jak każdy w skupieniu je i pochłania wszystko co ma na talerzu.
- Jedz. - upomniała mnie Magda.- Mamy określony czas na posiłek.
- Już nie mogę, jestem pełna. - odparłam, chwytając się za brzuch.
- Musisz jeść, nawet więcej niż możesz zmieścić w siebie.- ciągnęła Magda dalej. - Nie wiesz kiedy będziesz jadła znowu, a wynosić nie można stąd nic. To jest żelazna zasada. Inaczej zostaniesz ukarana.
- Ok spróbuje zjeść jeszcze trochę.
Zadzwonił kolejny dzwonek i wszyscy w pośpiechu wstali. Zrobiłam to samo, pamiętając, że gdy ostatnio byłam nieposłuszna, oberwałam i to dość porządnie. Zza dużych brązowych drzwi wyszedł ON. Na chwilę się zatrzymał, rozejrzał po sali. Odwrócił się w moją stronę i nasze spojrzenia się spotkały. Odrzuciłam głowę do tyłu ze zdenerwowania. Ruszył, szedł w moją stronę, bałam się, chciałam uciec, ale gdzie ?
- Wszyscy wyjść ! - rozkazał. - Zostaje stolik 14. Posprzątacie. - spojrzał jeszcze raz na mnie, odwrócił się i odszedł.
- No i ładnie musisz posprzątać całe 20 stolików. - westchnęła Patrycja.- Chyba mu zaszłaś za skórę. Ok. Zbierajmy się do roboty..
Skończyłyśmy, byłam wykończona. Marzyłam o łóżku. Gdy wróciłyśmy do pokoju, rozciągnęłam się na swojej pościeli - Teraz mamy czas wolny. - oznajmiła Patrycja. - Teraz możemy robić to, na co mamy ochotę.
- Wrócić do domu też ? - zapytałam i wszystkie zaczęłyśmy się śmiać.
Dziewczyny wyszły, powiedziały, że muszą się rozruszać, zostałam z Patrycją.
- Opowiedz mi o żelaznych regułach. - poprosiłam.
- Jest ich 10 i bez względu na wszystko musisz ich przestrzegać....
 

 
Leżałam na łóżku, a wokół mnie zgromadziły się dziewczyny z mojego pokoju, było ich pięć. Przyglądały mi się z troską i widać było w ich oczach, że cierpią razem ze mną, chociaż nie mają pojęcia, co się stało i kim jestem. Nie znają mnie, a współczują mi.
- Chcę wrócić do domu. - powiedziałam, przerywając panującą ciszę.
- To jest raczej ta rzecz, która należy do niemożliwych. - odezwała się ta sama dziewczyna, którą poznałam na początku. - Widzisz jak Ci już mówiłam, jesteś w lochu, w lochu naszego Pana.
- O czym ty mówisz. - zaczęłam nawet się śmiać. - Jaki loch ? Jaki Pan? Przecież to jest fikcja, to nie może dziać się naprawdę.
- Zrobił Ci coś? - spytała dziewczyna stojąca w rogu. Miała czarne kręcone włosy, zielone oczy i na oko miała 18 lat. Czekając na moją odpowiedź dodała, że nazywa się Martyna i jest już tutaj 3 lata.
- Uderzył mnie pasem.
- Masz szczęście. - dodała Martyna.
- Szczęście ? To nazywasz szczęściem. Wczoraj zasnęłam w swoim łóżku, a teraz budzę się tu i ktoś, jakiś psychol bije mnie pasem. To ma być szczęście ? Macie chyba mylne pojęcie o tym uczuciu. - zaczęłam wrzeszczeć, jakby to miało mi pomóc zapomnieć o bólu.
- Wiem co czujesz, ale to ty masz mylne pojęcie o szczęściu. Teraz inaczej musisz rozumieć to pojęcie, w tym miejscu, w którym się znalazłaś...
- Właśnie jak ja się tu znalazłam i poza tym chcę wrócić do domu.- stwierdziłam stanowczo.
- To jest niemożliwe. Każdy na początku reaguje tak jak ty, ale później już się przestajesz buntować, a robisz wszystko to , co ci każą, z nadzieją, że gdy spełnisz wszystkie pragnienia Pana, on puści cię wolno. Będziemy mieszkać teraz razem, to jest nasz pokój i jedyne miejsce, do którego On nie może wejść, ale nie radzę Ci się tu ukrywać, bo spotka Cię kara. Łazienka jest na korytarzu wprost na przeciwko naszych drzwi. Jadalnia na dole. Są określone godziny posiłków i czasem dostaniesz coś extra, jeśli na to zasłużysz. Musisz wykonywać wszystkie polecenia Pana i spełniać jego zachcianki.
- Mogę o coś spytać ? - wtrąciłam.
- Jasne pytaj.- promiennie odpowiedziała dziewczyna.
- Jakie zachcianki i jakie kary ? Nie rozumiem i jak ja się tutaj znalazłam co to za miejsce ?
- Trochę potrwa zanim się oswoisz. Jesteśmy w jakimś lochu, przynajmniej nam tak powiedziano. Jesteśmy zapewne otoczeni wysokim i grubym murem, bo nikt nas nie odwiedza i nie słyszy krzyków. Nie wychodzimy na zewnątrz, ale jest mały ogródek z tyłu budynku. Tam możemy wychodzić, gdy Pan jest zadowolony z naszej pracy. Najprawdopodobniej zostałyśmy porwane, nikt nie wie jak się tu znalazł i gdzie dokładnie się znajduje.
- Można stąd wyjść, nie wytrzymam tu, proszę. - zaczęłam błagać.
- Nas nie musisz prosić, my ci ni pomożemy jesteśmy w tej samej sytuacji. Każdy chce wyjść, ale tylko nielicznym się to udaje. Jestem Adrianna i miło jest ciebie poznać. To, że się pojawiłaś, oznacza, że ktoś został zwolniony, czyli puszczony wolno.
- Ale skoro ktoś został puszczony wolno, to powie co tutaj się dzieje. Przyjedzie policja i ..
- Nie, nie warto mieć takiej nadziei, jestem tutaj od trzech lat i nic. - smutno dodała Martyna.
Znów zadzwonił dzwon. Każda z dziewczyn spojrzała na zegar. 13.00 to pora obiadu.
- Chodź! - woła za mną dziewczyna, którą poznałam na samym początku. Nie możemy się spóźnić, bo nie dostaniemy swojej porcji, zostaniemy ukarane, a o kolacji też możemy zapomnieć.
- Jestem Zuzanna. - przedstawiłam się.
- A ja Patrycja, chodźmy.
 

 
Ale mnie boli głowa, zaczęłam myśleć, gdy otwierałam powoli oczy. Jak już się trochę rozbudziłam, doszłam do wniosku, że nie wiem gdzie jestem. na pewno nie był to mój pokój. Brakowało mojego biurka, łóżka, komody, garderoby, mojego komputera i mięciutkiego dywanu. Wokół natomiast poustawiane były trzy łóżka piętrowe, a na środku pomieszczenia mały stolik drewniany. Podłoga wyłożona była panelami, a przy każdym łóżku stała szafa. Podeszła do jednej z szaf i otworzyłam ją. W środku wisiały ubrania, parę t-shirtów i jeansów leżało na półkach, a na spodzie dwie pary butów. Nie wiedziałam, gdzie jestem i co się stało, pomyślałam, że to sen, który widocznie jest bardzo realny. Nagle ktoś mnie dotknął za ramię.
- Cześć - powiedziała jakaś dziewczyna, uśmiechając się przy tym i pokazując swoje białe, równe zęby.
- Cze..Cześć.- powiedziałam trochę zdezorientowana. - Możesz mi powiedzieć. co się tutaj dzieje? - zapytałam szybko.
- Ty musisz być tą nową, jak miło, że trafiłaś do tego pokoju, chociaż lepiej by było, gdybyś nie trafiła do żadnego z tych, które tutaj są.
- Nie rozumiem, gdzie ja jestem ?
Dziewczyna chciała mi wyjaśniać, ale właśnie w tej samej chwili zadzwonił jakiś alarm, z tego co się dowiedziałam, to miał być dźwięk oznajmujący, że za chwilę odbędzie się spotkanie, na które musimy biec.
- Jesteś w lochu, dziewczyno. A jeżeli... - urwała w połowie zdania, bo znalazłyśmy się w pomieszczeniu, gdzie oprócz nas było jeszcze kilkadziesiąt dziewczyn i chłopaków, mniej więcej w moim wieku, czyli około 17 -20 lat.
- Co się dzieje? - chciałam się czegoś dowiedzieć i żądałam wyjaśnień. - nie wiedziałam, że dowiem się wszystkiego jeszcze na tym spotkaniu.
- Wszyscy opuścić sale z wyjątkiem nowo przybyłych! - usłyszałam jakiś głos.
- Powodzeni. - rzuciła dziewczyna, którą poznałam w pokoju i uciekła.
Prócz mnie na sali znajdowały się dwie inne dziewczyny i jeden chłopak, który po chwili wyszedł. Na podwyższeniu w rogu sali dostrzegłam mężczyznę, który podążałam w naszą stronę. Nie widziałam dokładnie jak wygląda, bo wpadające do pomieszczenia słońce, oślepiło mnie.
- A więc- zaczął mówić. - Jesteście moje, od teraz, aż do momentu, w którym was zwolnię. Macie być mi posłuszne i oddane w całości. Znalazłyście się w moim lochu i mogę z wami robić, co tylko mi się będzie podobać. Dla waszego dobra radzę, żeby od początku się podporządkować i wysłuchać wszystkich rozkazów bez jakichkolwiek dyskusji.
- Mam pytanie, a właściwie kilka pytań...- odezwałam się niepewnie.
- DOŚĆ!- krzyknął. - ja teraz mówię, a mi sie nie przerywa! Jasne ? - nagle zapanowała cisza.- JASNE? - krzyczał mężczyzna.
- Tak. - odpowiedziałyśmy wszystkie trzy chórem.
- Jestem waszym Panem i tak macie się do mnie zwracać. Radzę nie marudzić i nie zadawać zbędnych pytań.- w tym momencie znacząco popatrzył na mnie. - Możecie robić to, na co ja wam pozwolę. Każda z was ma pokój, w którym się obudziła i teraz macie tam iść. W pokoju możecie zadawać pytania, a wasze współlokatorki są zobowiązane wam na wszystko odpowiedzieć. Teraz idźcie! - warknął.
Odwróciłyśmy się i kierowałyśmy się w stronę drzwi.
- Na kolanach już, NA KOLANA- rozkazał owy facet.
Myślałam, że to żart, ale dwie dziewczyny obok mnie natychmiast upadły na kolana i w ten sposób szły w kierunku drzwi. Próbowałam się nie zaśmiać, gdy na swoim ciele poczułam przeszywający ból i natychmiast upadłam na ziemię. Odwróciłam twarz ku górze i zobaczyłam tego mężczyznę z pasem nade mną i z głupim uśmieszkiem na twarzy.
- Na kolanach .- powtórzył.
- ... - nie byłam w stanie się odezwać, nie wiedziałam, co powiedzieć.
- Rozumiesz? - zapytał.
- Tak.
- Tak CO ?
- Tak Panie. - rzekłam i zaczęłam na kolanach iść do drzwi.
Widziałam jeszcze jego twarz i wyraz zadowolenie, którego nie potrafił ukryć. Gdy doszłam do pokoju, wczołgałam się na łóżko. Strasznie bolały mnie plecy. Widziałam w małym lusterku, czerwony ślad, który zostawił na moim ciele pas. Szedł przez całe plecy, aż do pośladków.
- Gdzie ja jestem i co tutaj się dzieje. - wydobyłam z siebie, a zaraz potem z]rozryczałam się jak małe dziecko.